|
|
Kolejne dni nie przyniosły niczego spektakularnego. Wchodziłem na vavada casino wieczorami, po kolacji, gdy żona wracała z pracy, a ja siadałem z herbatą przed laptopem. Zacząłem czytać o mechanizmach RTP, o zmienności, o tym, że kasyno zawsze ma przewagę w długim terminie. Wiedziałem o tym wszystkim wcześniej, przecież nie byłem naiwniakiem. Ale wiedza teoretyczna to jedno, a praktyka to drugie. Ustawiłem sobie limit. Sto złotych tygodniowo. Twardy limit, bez wyjątków. I przez pierwsze dwa tygodnie trzymałem się go skrupulatnie. Raz wygrałem dwieście, raz przegrałem wszystko, raz wyszedłem na zero. Ot, taka rozrywka, tańsza niż kino, a przy tym trochę bardziej angażująca, bo przecież nie oglądasz cudzej historii, tylko tworzysz własną. Śmiałem się sam z siebie, gdy opowiadałem o tym koledze z zajezdni, a on patrzył na mnie jak na wariata. „Ty? Ty, człowiek, który zawsze powtarzał, że hazard to głupota?”. No właśnie ja. I co z tego?
|
|